Star Force. Tom 1. Rój. B.V. Larson

Чтение книги онлайн.

Читать онлайн книгу Star Force. Tom 1. Rój - B.V. Larson страница 13

Star Force. Tom 1. Rój - B.V. Larson

Скачать книгу

w porządku – powiedziała Sandra. – Przecież kazałeś statkowi wrócić, wyciągnąć mnie z oceanu, prawda? Uratowałeś mi życie.

      – No właśnie – przytaknąłem, ale czułem się mocno zawstydzony. – Bardzo się cieszę, że odzyskałaś wzrok.

      – Jasne.

      Rozdział 7

      Nie zapomniałem, o czym mówił Jack Crow: żeby kraść to, co jest mi potrzebne. Pomyślałem, że przecież mogłoby się obyć bez kradzieży. Kazałem okrętowi wrócić nad farmę. Poczułem drżenie oznaczające, że się zatrzymał, a wówczas wydałem mu kolejne polecenie: wyciągnięcia ubrań z szaf. Na pokładzie było raczej ciepło, pomijając momenty otwierania dziur w podłodze, ale uznałem, że zarówno mnie, jak i Sandrze przydałaby się jakaś odzież. Nie wiedziałem, jak wytłumaczyć Alamo, w której szafce ma grzebać, więc po prostu wysłałem ramię na dół, niech przyniesie, co znajdzie. Wróciło po krótkiej chwili, niosąc kupę zgniecionego materiału. Ubrania nadal wisiały na plastikowych wieszakach z połamanymi uchwytami. Po prostu nie wytrzymały siły szarpnięcia.

      Przyjrzałem się stosowi przypadkowo złowionych dżinsów i koszulek. No jasne, wszystkie pochodziły z szafy Jake’a. Trzymając je w rękach, poczułem napływające mi do oczu łzy. Omal nie zacząłem szlochać, ale udało mi się powstrzymać, i nadal skoncentrować na tym, co się dzieje tu i teraz. Sporo ciuchów podarło się, gdyż metalowa łapa pewnie nie należała do najczulszych instrumentów. Włożyłem dżinsy, sporo na mnie za ciasne, udało mi się też zawiązać koszulę na Sandrze, w pasie, trochę jak przepaskę na biodra. Koszulkę futbolisty przełożyłem jej przez głowę, tylko że więzy nie puściły, wręcz przeciwnie, kiedy podchodziłem, zaciskały się tak mocno, że sprawiały ból, więc udało mi się zaledwie zasłonić jej piersi.

      – Przecież to śmieszne – poskarżyłem się. – Alamo, co mam zrobić, żeby skłonić cię do uwolnienia Sandry w mojej obecności?

      – Personel dowódczy musi być chroniony przed lokalnymi formami życia.

      – Taaa… to już słyszałem.

      – Alamo ma obsesję chronienia ciebie, ale nie mnie – zauważyła dziewczyna.

      – Owszem – przyznałem. – Żeby zrozumieć, dlaczego działa tak, a nie inaczej, trzeba myśleć jak on. Gdybyś zagrała w strzelanego zgodnie z jego regułami, zostałabyś dowódcą, sprawowała nad nim kontrolę, a mnie wywaliłby za burtę bez cienia żalu. Najwyraźniej jeśli znajdziesz się na pokładzie w jakiś inny sposób, zostajesz zakwalifikowany jako niebezpieczne zwierzę. Daj mi pomyśleć przez chwilę, dobrze? Crow wspomniał coś o jakimś nieprzyjemnym procesie zwiększającym bezpieczeństwo.

      – Więc dlaczego nie puści mnie teraz, żeby sprawdzić, czy mogę cię pobić? Coś w tym rodzaju?

      Zauważyłem oczywiście, że nie dała mi ani sekundy na zastanowienie. Przyglądałem się jej przez chwilę. Ładna, owszem, ale, jak mi się wydało, reaguje emocjonalnie.

      – Prawdopodobnie dlatego, że już oblałaś test. Z punktu widzenia Alamo powinnaś być martwa i spoczywać na dnie oceanu.

      – Pięknie nas traktuje, metalowy sukinsyn.

      Z tym nie mogłem się nie zgodzić. Pracowałem z wieloma irytującymi komputerami, ale po raz pierwszy miałem do czynienia z narzędziem nieznanej cywilizacji obcych.

      – Alamo? Powiedz mi, co mogę zrobić, by zwiększyć swoje bezpieczeństwo.

      – Personel dowódczy może przyjąć zastrzyki.

      – Jakiego rodzaju zastrzyki?

      – Odtwórcze.

      Zacisnąłem wargi. Wcale mi się to nie podobało. Co, do diabła, okręt obcych wstrzyknąłby mi w żyły? Czy mógłbym od tego porosnąć twardym pancerzem jak krab?

      Sandra przyglądała mi się z uwagą.

      – Nie ufaj mu, Kyle – poradziła mi. – Nie masz pojęcia, co może ci zrobić.

      – Jest jeszcze jedna możliwość – powiedziałem z namysłem.

      – Jaka?

      – Mogę wysadzić cię z okrętu. To moja farma. Ciała… ciała zostały już pewnie zabrane. Jeśli mój samochód ciągle jest tam, gdzie go zostawiłem, mogłabyś pojechać do miasta. Albo kogoś wezwać.

      Myślała nad tym przez chwilę, marszcząc brwi.

      – Może w końcu tak zrobię? Ale to by było nie w porządku zostawić cię samego. Zwłaszcza tutaj. Chodzi mi o to, że przecież po mnie wróciłeś.

      – Naprawdę nie chcesz opuścić pokładu Alamo? Przecież nie mamy pojęcia, co może zrobić za chwilę.

      Sandra wreszcie się uśmiechnęła.

      – Nie potrzebujesz towarzystwa?

      Pokręciłem głową.

      – Nie chcesz stracić okazji, co? To największa rzecz, jaka zdarzyła się nam w całej naszej historii, a ty bierzesz w niej udział. Nie chcesz stracić dobrej zabawy?

      – Częściowo – przyznała, udając obrażoną.

      – W porządku, doskonale. Możesz zostać tak długo, jak zechcesz.

      – Ale spróbuj odczepić mnie od tej ściany. Przecież to śmieszne.

      – Alamo – powiedziałem, drapiąc się po głowie – Sandra nie stanowi zagrożenia, jest bezbronna i praktycznie naga. Czy możesz wycofać wszystkie te ramiona oprócz jednego? Na przykład tego, które trzyma ją za kostkę? Tak, żeby mogła się swobodnie poruszać? Nie zbliżę się do niej, więc nie zdoła mnie skrzywdzić.

      – Sprzeciwiamy się pozostawieniu zagrożenia na mostku z jednym wyjątkiem: przesłuchania.

      – Aha. – Zaczynałem wczuwać się w sytuację. – Muszę przesłuchać jeńca, Alamo – powiedziałem rozkazującym tonem. – W tym celu masz zredukować jej więzy do minimum.

      I wreszcie, po paru minutach sporu, osiągnąłem tyle, że okręt zgodził się skrępować jej obie kostki pojedynczymi czarnymi „linami”. Sandra ubrała się w rzeczy Jake’a. Wyglądała w nich lepiej ode mnie.

      – Hmmm… – powiedziała, czując się pewniej. – Czy na tym statku jest łazienka?

      – Musisz umyć ręce, co? Mnie też by się przydało. Alamo, czy jesteś wyposażony w system pozbywania się… odpadów?

      – Wszystkie odpady zostają wyrzucone.

      – Jasne.

      Pokiwałem głową. Już to widziałem. Moje dzieci też zostały stąd wyrzucone jak odpady. Przeszedłem się po mostku.

      „Jeśli nie rozwiążę tego problemu,

Скачать книгу